Życie dla innych – rozmowa z Januszem Marszałkiem

Życie dla innych – rozmowa z Januszem Marszałkiem

Z Januszem Marszałkiem, założycielem Fundacji „Bliżej Człowieka” i „Rajskiej Wioski” (Wioski Dziecięcej im. dr. Janusza Korczaka) oraz byłym wieloletnim prezydentem Oświęcimia, rozmawia Jacek Broszkiewicz.

Jacek Broszkiewicz: W sierpniu 2019 roku obchodził Pan ćwierćwiecze swego autorskiego i niezwykłego projektu, jakim były narodziny Wioski Dziecięcej im. dr. Janusza Korczaka w Rajsku opodal Oświęcimia. Na jakich przesłankach opiera się ten projekt i jakimi osiągnięciami może się poszczycić?

Janusz Marszałek

Janusz Marszałek: Po maturze, w czasie studiów, prowadziłem w Oświęcimiu swój niezbyt duży biznes gastronomiczny. W maju 1987 roku wyjechałem do Niemiec z zamiarem pozostania tam na stałe. Udało mi się uzyskać oficjalną zgodę na długi pobyt w Niemczech, zarabiałem dobre pieniądze – wtedy 2500 DM miesięcznie było na warunki niemieckie przyzwoitym zarobkiem, a w ówczesnej Polsce to była już bardzo duża kwota. Miałem do dyspozycji mieszkania w pięknych domach u bardzo gościnnych niemieckich przyjaciół. W lipcu tegoż roku, podczas zwiedzenia Wioski Dziecięcej-SOS w Immenreuth, zachwyciłem się przy moim bawarskim przyjacielu atmosferą tego ośrodka dla osieroconych dzieci i wypowiedziałem spontanicznie, że dobrze by było w Oświęcimiu, zamiast nowego Państwowego Domu Dziecka, zbudować takie właśnie małe osiedle domów rodzinnych, by także osierocone dzieci w Polsce mogły odzyskać szczęśliwe dzieciństwo. Bernd Goessner i jego żona Heidi angażowali się już od 1980 roku w pomoc przy budowie nowego kościoła pw. św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu. Organizowali także w ramach Rodziny Kolpinga z Auerbach transporty z żywnością, lekami, łóżkami szpitalnymi dla Oświęcimia i wielu szpitali w Małopolsce i na Górnym Śląsku, we współpracy z ówczesnym proboszczem ks. Kazimierzem Górnym, późniejszym Biskupem Rzeszowskim, jego bratem ks. Stanisławem Górnym i przy wsparciu ks. kardynała Franciszka Macharskiego. Bernd zakomunikował mi kilka dni po wizycie w Immenreuth, że w najbliższym czasie znów odwiedzimy ten ośrodek i spotkamy się z Helmutem Kutinem, prezydentem światowej organizacji SOS-Kinderdorf-International. Zdziwiony zapytałem: dlaczego? W odpowiedzi usłyszałem: „Przecież mówiłeś, że dobrze by było zbudować taką Wioskę Dziecięcą w Oświęcimiu. Więc trzeba zacząć działać!” I tak moje życiowe cele zmieniły się od tego czasu całkowicie.

We wrześniu 1987 roku zostawiłem „zarabianie” i pojechałem moim Wartburgiem do Sulzburga k/Freiburga do tamtejszej Wioski Dziecięcej-SOS. Planowałem tygodniowy pobyt, ale przedłużył się on z powodu uszkodzenie pojazdu do 4 tygodni. Ten czas wystarczył do skutecznego „zakażenia się” ideą wiosek dziecięcych-SOS. W grudniu 1987 roku zostawiłem mojego Wartburga w Niemczech, by mieć powód do ponownego uzyskania paszportu i rozpocząłem „drogę krzyżową”, by zrealizować ten pomysł. W sylwestrowy poranek 1987 roku zaprowadziła mnie moja Mama, która sama była całkowitą sierotą jako mała dziewczynka, do Czarnej Madonny na Jasnej Górze, by oddać w Jej ręce ten projekt i ruszyć w trudną drogę do realizacji. Ówcześni politycy z Warszawy i rzekomo z Moskwy zakazali mi w 1988 roku kontaktów z SOS-Kinderdorf-International i realizacji tego projektu w Oświęcimiu pod szyldem tej międzynarodowej organizacji. Pracownicy i dzieci z Wioski-SOS z Sulzburga wspierali mnie jednak dalej cennymi praktycznymi radami. Organizowali także kiermasze, by „…skromnie finansowo wesprzeć Janusza w przygotowaniu polskim osieroconym dzieciom podobnych domów”. Założyłem wtedy najpierw społeczny komitet budowy, potem spółkę prawa handlowego, a następnie fundację i tak powoli, z trudem, ale z pomocą wielu dobrych Ludzi z Polski i Niemiec rozpoczęliśmy 16.08.1993 roku budowę Wioski Dziecięcej im. dr. Janusza Korczaka w Rajsku k/Oświęcimia. Rok później, 17.08.1994 roku, wprowadzały się do pierwszych 2 domów rodzinnych Stasia i Joanna, jako zastępcze matki dla rodzeństw po rekwalifikacjach w państwowych domach dziecka z województwa bielskiego. Z archiwum: Autor: Henryk Lehnert – krótki reportaż z budowy Wioski Dziecięcej im. dr. Korczaka z 17.08.1994 r.

W niedługim czasie udało się uruchomić 2 kolejne domy rodzinne Danusi i Ewy. Niedługo po uruchomieniu „Rajskiej Wioski”, jak ją nazwał dyrektor Teatru „STU” Krzysztof Jasiński, w czterech domach były już rodzeństwa, łącznie 26 dzieci. Moja żona Marta przejęła prowadzenie Fundacji i Wioski Dziecięcej i budowanie zespołu psychologiczno-pedagogicznego oraz technicznego, a ja zabiegałem o pozyskiwanie niezbędnych do funkcjonowania funduszy. Było to wtedy bardzo trudne zadanie…

14.08.2014 roku obchodziliśmy 20-te urodziny „Rajskiej Wioski” –  Oto relacja z tego wydarzenia:

Obecnie, po blisko 27 latach trudów i radosnych chwil od otwarcia, mamy już ponad 55 usamodzielnionych wychowanków i wiele powodów do wdzięczności wobec Stwórcy, Czarnej Madonny i wszystkich dobroczyńców.

Ponad półtora roku temu świętowaliśmy 25-te już urodziny „Rajskiej Wioski” z dziećmi, młodzieżą, byłymi wychowankami i ich rodzinami, całym zespołem współpracowników Fundacji i Wioski Dziecięcej im. dr. Janusza Korczaka oraz naszego niepublicznego przedszkola integracyjnego „Gniazdko”, a także z wieloma Przyjaciółmi z Polski, Niemiec i Włoch.  Reportaże z tego wydarzenia, można obejrzeć zarówno w wersji polsko-, jak i niemieckojęzycznej.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Pańskie pasje związane z wrażliwością na ludzkie losy, mają gdzieś swoje głębokie korzenie w tragicznej historii Oświęcimia pod nazistowską okupacją w czasie Auschwitz-Birkenau. Pan postawił na procesy przebaczenia i pojednania pomiędzy narodami, na myślenie kategoriami przyszłości następnych pokoleń. Jestem przekonany, że to właśnie dlatego Oświęcimianie obdarzyli Pana zaufaniem i funkcją Prezydenta miasta, którą pełnił Pan ponad 2 kadencje. Co udało się Panu uczynić w ciągu tych prawie 9 lat? Ta odpowiedź jest ważna także dla mnie osobiście, ponieważ mój dziadek ze strony Mamy Kazimierz Wanacki zginął z niemieckich rąk podczas ewakuacji KL Auschwitz zimą 1945 roku…

By zapewnić finansowe bezpieczeństwo dla Wioski Dziecięcej im. dr. Janusza Korczaka w Rajsku k/Oświęcimia, zachęcony przez ówczesnego prezydenta Oświęcimia Andrzeja Telkę i we współpracy ze wspierającym „Rajską Wioskę” niemieckim przyjacielem Georgiem Schregiem, dyrektorem Raiffeisenbank z Auerbach w Bawarii, rozpocząłem w 1994 roku przygotowania do zrealizowania projektu biznesowego w pobliżu byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Przy akceptacji dyrekcji Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (PMAB) oraz przewodniczącego i członków Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, na terenie i w obiektach upadającej firmy produkcyjnej, zaplanowane zostało powstanie projektu niewielkiego centrum handlowego z częścią restauracyjną i barem szybkiej obsługi dla klientów, jak również odwiedzających PMAB. Projekt ten miał dawać finansowe wsparcie dla Wioski Dziecięcej oraz miejsca nauki zawodu oraz miejsca pracy także dla wychowanków „Rajskiej Wioski”. Zamiast jednak pomóc w utrzymaniu i rozwoju naszej placówki, niemal stał się za przyczyną nieuczciwych publikacji medialnych pasmem ogromnych problemów na niewyobrażalną skalę. Mogę uczciwie powiedzieć, że to cud, że Wioska Dziecięca przetrwała tę kampanię medialnych kłamstw i działań nieuczciwych urzędników i polityków w okresie 1996 – 2006 roku.

W walce o sprawiedliwość przed urzędami państwowymi i sądami powszechnymi udało się przez wiele lat powoli odzyskać część poniesionych z kredytów kosztów i ostatecznie wiosną 2002 roku uruchomić rozpoczęty w 1995 roku kompleks gastronomiczno-usługowy. Byłem wtedy od 1999 roku radnym powiatowym.

Mówię o tych zamierzchłych z dzisiejszego punktu widzenia historiach nie bez powodu. To przestroga, by nie ulegać szlachetnym porywom serca, nie biorąc jednocześnie realiów świata, brudów polityki, zawiści i złej woli lub zupełnego zobojętnienia. Ja swoją misję powierzyłem Pani Jasnogórskiej, ktoś inny może robić to samo jako muzułmanin czy hinduista. Nie jest dla mnie ważne osądzanie kto błądzi, czyja wiara jest lepsza czy prawdziwsza. Spory na tym tle mnie nie interesują. Liczy się Boże działanie, które zsyła Stwórca przez Ducha Świętego, a przede wszystkim owoce, które rodzą się z tego natchnionego działania. Ta wieloletnia walka z nieuczciwymi politykami i urzędnikami przysporzyła mi wielu wrogów, ale także i sympatyków. Broniłem Miasto Oświęcim w miarę skutecznie przed nierozsądnymi pomysłami z Warszawy i z zagranicy stworzenia wokół byłego KL Auschwitz-Birkenau tzw. strefy ochronnej, która miała zablokować zagospodarowane tereny wokół tych miejsc pamięci w Oświęcimiu i Brzezince na odległość do 1500 m od ogrodzenia! Wtedy wiele tysięcy ludzi z osiedli mieszkaniowych, domów i firm z otoczenia PMAB musiałoby być wysiedlonych, podobnie, jak to było w czasie II wojny światowej! Ostatecznie, po twardych wieloletnich protestach zwyciężyliśmy i ustawowo wprowadzona strefa do 100 m od ogrodzenia nie pociągnęła za sobą nowych tragedii dla wielu tysięcy ludzi mieszkających w otoczeniu PMAB.

Wielkim zaskoczeniem była dla mnie wizyta delegacji mieszkańców Oświęcimia jesienią 2002 roku na trzy dni przed zakończeniem zgłaszania kandydatów na prezydenta w pierwszych w Polsce po II wojnie światowej bezpośrednich wyborach na tę funkcję. Jako bezpartyjny, nie widziałem szans na skuteczną kampanię. Ale delegacja nie ustępowała w przekonywaniu mnie i mojej żony i ostatecznie zostałem zgłoszony przez nich jako 12-ty kandydat. Po I-szej turze byłem drugi, a po II-iej wygrałem z 61% poparciem. SLD, jako najmocniejsza grupa w Radzie Miasta, zapowiedziała mój upadek w ciągu 3 miesięcy. Zamiast tego w batalii o sfinansowanie wniosku do komisji akredytacyjnej o powołanie w Oświęcimiu Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej (PWSZ) SLD straciło większość w Radzie Miasta, a po kilku latach intensywnych działań w 2005 roku Rada Ministrów powołała oświęcimskie PWSZ jako ostatnią nową państwową uczelnię w Polsce.

W latach mojej prezydentury 2002-2011 udało mi się obudzić to umierające miasto do życia i dobrego rozwoju. W dobrej współpracy z oświęcimskim Starostwem Powiatowym, z Urzędem Marszałkowskim i urzędami centralnymi Oświęcim zaczął się coraz lepiej rozwijać. Stał się miastem akademickim. Inwestorzy zaczęli dostrzegać tu szansę na rozwój. Zadbałem z moim świetnym Zespołem o systematyczną poprawę stanu miejsc publicznych, dróg, chodników, dróg rowerowych, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych. Szkoły i przedszkola miejskie zostały docieplone i wyposażone w nowe okna. Powstały nowe kompleksy mieszkaniowe. Udało się usunąć z Rynku Głównego szpecący go bunkier przeciwlotniczy z okresu II wojny światowej i przygotować odrestaurowanie tego ważnego miejsca w mieście. Także zamek z historyczną basztą, wizytówka Oświęcimia, został przystosowany na Muzeum Zamek. Miasto ma już plan zagospodarowania przestrzennego oraz wiele przygotowanych strategicznych projektów, które są nadal realizowane po moim odejściu. Nauczyłem służby miejskie właściwego utrzymania w czystości ulic i chodników oraz terenów zielonych. We współpracy z organizacjami byłych więźniów KL Auschwitz-Birkenau podejmowałem działania na rzecz pokoju. Pierwsza edycja lubianego oświęcimskiego Life Festiwalu pod nieco inną nazwą miała miejsce już w 2006 roku, a od 2010 roku pod kierunkiem Darka Maciborka z RMF FM stała się wizytówką miasta w kraju i poza jego granicami. Bez mojego znaczącego początkowego wsparcia nie byłoby tej jakże pięknej historii Life Festiwalu w Oświęcimiu z tak wieloma wybitnymi artystami z całego świata.

Na prośbę wielu b. więźniów, począwszy od 2005 roku przygotowałem projekt Centrum Pokoju – Kopca Upamiętnienia jako centrum kongresowego. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie on także zrealizowany, by edukować w nim ludzi z Europy i całego świata dla POKOJU.

Rozpoczął pan naszą rozmowę od pytania o sferę duchową, potrzebę okazania bliźniemu miłości i otoczenia go rodzinną opieką. Problem sieroctwa i osamotnienia dotyczy nie tylko dzieci, aletakże ludzi starszych i niepełnosprawnych, o których nikt zdaje się nie troszczyć, bo oferta państwa dysponującego naszymi podatkami jeszcze nie uwzględnia faktycznych potrzeb tej już prawie 10 milionowej grupy społecznej w Polsce. Nieprodukcyjni są dla każdej grupy rządzącej po prostu balastem. Pandemia dodatkowo ten faktukazuje. Dlatego marzy mi się dla polskich seniorów i osób niepełnosprawnych realizacja w każdym mieście powyżej 30. tys. mieszkańców projektu na wzór z holenderskiego Rotterdamu – myślę że warto zapoznać się z tymi projektami w językach polskim, niemieckim i angielskim.

Sieroctwo to „młode” i „stare” zawsze będzie problemem niemożliwym do rozwiązania w sposób doskonały. Ta teza dotyczy nie tylko USA, Niemiec, Polski, Kenii, Kamerunu czy Brazylii. Ale całej ludzkiej populacji – tak bardzo zróżnicowanej kulturowo, jak i pod względem organizacyjno-materialnych zasobów i możliwości. Czy widzi Pan w związku z wchodzeniem świata w epokę czwartej rewolucji przemysłowej, jakąś dodatkową szansę dla opanowania przynajmniej plagi głodu, sieroctwa, wykluczenia i to w skali globalnej?

Przy aktualnej sytuacji demograficznej w Polsce i Europie, postęp technologiczny, szczególnie automatyzacja i robotyzacja wg mnie to także szansa stworzenia skutecznej polityki społecznej. Jestem przekonany, że automaty i roboty będą mogły być w przyszłości nieco opodatkowane, by w części wypracowywać niezbędne fundusze na zapewnienie finansowego wsparcia dla sierot, osób niepełnosprawnych i starszych, wymagających szczególnej opieki pielęgnacyjnej. Konieczne jest także przyjęcie przez parlamenty wszystkich krajów UE, przede wszystkim w Polsce, ustawy o ubezpieczeniu pielęgnacyjnym na wzór funkcjonujący już w kilku krajach unijnych (w Niemczech już od 1995 roku!), by wszystkie osoby wymagające stałej opieki i pielęgnacji, dzieci, osoby dorosłe, w tym seniorzy, po wypadkach i ciężkich chorobach miały zapewnione wystarczające znaczące finansowe wsparcie na opiekę i rehabilitację.

Wiem, że każde państwo UE dysponuje funduszami przeznaczonymi na pomoc dla tzw. Krajów Trzeciego Świata. Są to jednak środki symboliczne, takie swoiste „alibi”, świadczące, że problem biedy, głodu, fizycznego przetrwania jest dostrzegany i da się rozwiązać poprzez filantropię i pozarządowe zbiórki humanitarne. To iluzja. W skali globalnej przy pomocy tych metod kupujemy sobie jedynie namiastkę dobrego samopoczucia. Liczą się trwałe owoce – w postaci dawania nie tylko cukierka, ale przede wszystkim nadziei, przykładu, że można samemu się podnieść z kolan i godnie żyć. Nie znam z autopsji realiów afrykańskich, ale z przekazów medialnych wynika, że sytuacja tam budzi grozę. I dlatego podziwiam i darzę wielkim szacunkiem wszystkich tych, zwłaszcza naszych rodaków, którzy niezależnie od różnic światopoglądowych czy wyznaniowych angażują się w jej poprawę poświęcając tej misji swoje życie i serce. Wiem, że taka motywacja płynie z Ducha Świętego, jakkolwiek ktokolwiek Go pojmuje i postrzega. Bo Jego przewodnictwa sam doświadczam.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.