Prezent od Mikołaja – czyli jak się robi brexitową politykę

Prezent od Mikołaja – czyli jak się robi brexitową politykę
Fot. krakenimages z Unsplash

Z punktu widzenia obywatelki RP, a więc osoby nie tracącej unijnego członkostwa, mogłam stać sobie z boku i przyglądać się brexitowej farsie, czy, jak kto woli, tragikomedii. Gdyby Szekspir był wśród nas, byłby to prawdopodobnie najbardziej płodny okres jego twórczości. Pandemia, w połączeniu z minionym na szczęście końcem okresu przejściowego, czyli 31 grudnia 2020r, zaczęła stanowić mieszankę wybuchową. Paradoksalnie jednak, to nowoodkryty w Anglii szczep Covid-19 pomógł przeważyć szalę i doprowadzić do podpisania umowy na ostatnią chwilę. Chyba.

Rosnąca w siłę partia UKIP była najprawdopodobniej pierworodną przyczyną przeprowadzenia w 2016r. referendum na temat członkostwa Zjednoczonego Królestwa w UE. I chyba nikt, w najśmielszych nawet snach nie oczekiwał wyboru dokonanego przez brytyjskie społeczeństwo. Z pewnością nie ówczesny premier, David Cameron, ale też nie Boris Johnson, o czym dowiedziałam się od znajomej znajomego znajomej tego drugiego. Johnson stal się twarzą Brexitu z ramienia partii konserwatystów, a Nigel Farage, przewodniczący UKIP naprędce zmienił nazwę swojej partii na Brexit Party. „The restishistory”, jak mówią Anglicy, nie ma co opisywać okresu od czerwca 2016 roku do… no, powiedzmy listopada ub.r.

Każdy, kto siedzi choć trochę w polityce, jest świadom wypróbowanej metody dochodzenia do porozumienia na ostatnią chwilę, sprawiania wrażenia zażartej walki o dobro swojego kraju, przechodzenia przez znoje i trudności, aby w ostateczności powrócić do niego z tarczą w ręku, otrzepać z siebie kurz bitewny i ogłosić zwycięstwo. Johnson wraz ze swoją świtą stał się klasycznym tego przykładem. Zastanawiałam się intensywnie nad innym powodem przeprowadzania tak ważnych rozmów na ostatnią chwilę i niestety nic innego nie przychodzi mi do głowy. Populizm jest w większości przypadków opłacalny.

Powróćmy do nowego szczepu koronawirusa. Premier UK ogłasza 20 grudnia nowe, surowe restrykcje wynikające z jego wykrycia. Londyn, choć nie tylko, wchodzi w czerwoną strefę. Nowa mutacja rozprzestrzenia się 70% szybciej niż uprzednie wcielenie wirusa. Zakaz opuszczania strefy czerwonej, poza wyjątkowymi przypadkami. Kraje unijne reagują szybko, zamykają swoje granice przed W. Brytanią, linie lotnicze odwołują loty, a ja – po raz kolejny muszę zmienić swoje plany. Nie o mnie jednak tu chodzi! Francja zamyka granice z UK, tysiące ciężarówek stoi w korku na drodze dojazdowej do portu w Dover.

Ludzkie nieszczęście, brak możliwości powrotu kierowców do domu na święta. Okoliczna społeczność przychodzi z pomocą. Polacy, Sichowie dowożą kierowcom żywność i napoje – na myśl przychodzi „Opowieść wigilijna” Dickensa, który nota bene przyszedł na świat właśnie w tym zakątku Anglii. Wspomniany wcześniej Nigel Farage stwierdza, iż jest to posunięcie polityczne ze strony Francji. Należy w tym momencie dodać, że oba kraje nie pałają do siebie miłością. Pierwsze moja reakcja to śmiech; jednak po głębszym zastanowieniu zmieniam zdanie. Prezydent Macron stwierdza, że zaistniała sytuacja to przedsmak tego co czeka UK w przypadku braku umowy handlowej z UE. Według mnie – strzał w dziesiątkę. Nawet jeśli pierwotne zamierzenie było inne, cel został osiągnięty– dochodzi do podpisania porozumienia.

Kością niezgody do końca była sprawa łowienia ryb w wodach brytyjskich. Zaznaczyć należy, iż szło bardziej o kwestie suwerennościowe niż te gospodarcze. Sektor ten to jedynie 0,1% brytyjskiego PKB. Jako ciekawostkę podam fakt, że największy i najbardziej ekskluzywny dom towarowy w Londynie – Harrods, generuje większe profity niż cały przemysł rybny W. Brytanii. Kwestie nacjonalistyczne wzięły górę, przynajmniej na pokaz.

Koniec, końcem Europa odetchnęła z ulgą, Wielka Brytania również. Jest to jedynie początek długiej i krętej drogi pełnej przemian, zmian oraz aklimatyzacji do nowych warunków, tych poważnych, ekonomicznych, ale również tych drobnych, które dotkną przeciętnego Brytyjczyka na co dzień. Nad wieloma udogodnieniami wynikającymi z członkostwa UE nie zastanawiano się, teraz pisze się od nich nagminnie. Poważnym problemem jest i będzie stosunek do Brexitu poszczególnych krajów Zjednoczonego Królestwa. Szkocja była jemu przeciwna, premier Nicola Sturgeon walczyła z nim do końca. Irlandia Północna także, choć ta wyszła na podpisanej umowie najlepiej. Wiele przywilejów członkostwa zachowała, dzięki zawilej sytuacji celno-granicznej z Republiką Irlandii.

A jak zmieniło się nastawienie Brytyjczyków do Brexitu? Najnowsze sondaże wykazują 53% przeciw, 47% za. Musztarda po obiedzie. Na napis na paszporcie „Unia Europejska, Rzeczpospolita Polska” spoglądam teraz z dozą czułości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.