Adam Lewandowski: Moją partią jest Śrem

Adam Lewandowski: Moją partią jest Śrem

O przełomowych wyzwaniach wynikających z szalonego tempa rozwoju kształtowanego przez 4. rewolucję przemysłową, lawinowym wysypie problemów, jakie ona za sobą niesie, także o konsekwencjach wydarzeń o charakterze globalnym i konieczności głębokich reform w sferze funkcjonowania państwa i samorządów, mówi w rozmowie z Jackiem Broszkiewiczem Adam Lewandowski – burmistrz Śremu.

Jacek Broszkiewicz: Epidemia koronawirusa paraliżuje życie ludzi w skali globalnej, obnaża nie tylko ich słabości mentalne oraz niedoskonałości form organizacyjnych, które stworzyli. Żyjemy w czasach ich bolesnej weryfikacji. Jak ocenia Pan, w kontekście strukturalno-ustrojowym, nasze polskie możliwości obronne w skali państwa, regionu, samorządu gminnego wobec zjawisk nieprzewidywalnych, zagrażających wręcz fizycznemu przetrwaniu ludzi, którzy powierzyli swoje bezpieczeństwo ludziom władzy na tych szczeblach?

Adam Lewandowski: Przez ostatnie lata ludzie przyzwyczaili się do tego, że mogą wiele, niemal wszystko. Życie stało się łatwiejsze, na wyciagnięcie ręki były wyjazdy na drugi koniec świata, ekstremalne hobby – prosta spokojna codzienność. Styl życia stał się bardzo konsumencki, a jedyną barierą była w zasadzie zasobność portfela. Epidemia koronawirusa uświadomiła nam, że jednak nie jesteśmy nieśmiertelni, że są rzeczy, z którymi nie zawsze możemy sobie poradzić i wobec których jesteśmy równi, że musimy być pokorni.

Adam Lewandowski

Ta sytuacja z powrotem nauczyła nas doceniać codzienność, ale nie tą, którą można kupić – czyli markowe rzeczy, auta, sprzęt itp., ale ten czas, który możemy spędzić z bliskimi, czas dla siebie. Sytuacja i życie zweryfikowały priorytety. Okazało się, że są one jednak trochę inne niż te, do których często dążyliśmy wcześniej. Co z tego, że mamy modne i drogie buty, jeżeli nie możemy nigdzie w nich pójść? Zadanie dostosowania się do nowej rzeczywistości stanęło również przed władzami samorządowymi, wojewódzkimi i rządowymi. Ocena podjętych działań jest w tej chwili trudna, właściwe wnioski będzie można wyciągnąć pewnie za jakiś czas. Wiosna była czasem wielkiej niewiadomej. Trudno było ustalić jakiekolwiek prognozy, ponieważ nikt nie wiedział jak rozwinie się sytuacja, jak groźna jest choroba, jak postąpić, jak to wszystko wpłynie na gospodarkę. Przypuszczam, że każdy rząd – niezależnie od mojej sympatii politycznej – miałby problem ze zmierzeniem się tym tematem. Jak wiemy podejście do problemu w poszczególnych krajach bardzo się różniło, naukowcy wyrażali różnorodne, często przeciwstawne, teorie. Nie zmienia to faktu, że latem należało przygotowywać się na koniec jesieni i początek zimy, na wzrost zachorowań i umieralności, co zgodnie prognozowali wszyscy. Moim zdaniem rząd nie sprostał bieżącej sytuacji. Problemy z miejscami w szpitalach, utrudnienie dostępu do opieki zdrowotnej cierpiącym na inne schorzenia, brak wyposażenia we właściwy sprzęt, brak skoordynowanych działań w zakresie gospodarczym, a przede wszystkim wprowadzanie różnorodnych restrykcji z dnia na dzień. W jaki sposób przedsiębiorcy, a dalej – my samorządy mamy przygotować się do działania? Zamknięcie np. basenów czy szkół ogłoszone z trzydniowym wyprzedzeniem… Nikt nie był przygotowany na to wiosną. Zdalne nauczaniew głosach wielu uczniów i rodziców byłowówczas raczej kiepskie. Trudno się dziwić – zarówno nauczyciele jak i uczniowie znaleźli się w nowej rzeczywistości. Nie wszyscy posiadali odpowiedni sprzęt, nie znali obsługi platform komunikacyjnych. Teraz w śremskich szkołach gminnych jest dużo lepiej –zdążyliśmy przygotować się przez wakacje. Ujednoliciliśmy system komunikacji, nauczyciele są szkoleni z Teamsa, lekcje prowadzone są jak w szkole, zgodnie z ustalonym planem. Nauczyciele mają możliwość wyboru pracy z domu lub szkoły – w zależności od potrzeb. Uczniowie i rodzice mówią, że w tej nowej trudnej rzeczywistości jakoś to działa. Chociaż chyba wszyscy tęsknią do normalności.

Identyfikacja niedoskonałości, czy wręcz błędnych form, procedur i rozwiązań przyjętych i stosowanych od 30 lat – np. w odniesieniu do ustawy o JST jest w obecnej sytuacji nie do uniknięcia. Dotychczasowe próby reform w tej dziedzinie były zbyt niemrawe, by cokolwiek zmienić w sposobie funkcjonowania władzy samorządowej – nikt nie był tym specjalnie zainteresowany. Jedynie w 2002 roku wprowadzono powszechne wybory na stanowiska wójtów, burmistrzów i prezydentów. Jaki jest Pański pomysł na diametralną – o ile jest ona konieczna – zmianę ustroju polskich samorządów – ich kompetencji, odpowiedzialności, środków, którymi dysponują?

W tym roku przypada 30-lecie samorządu terytorialnego w Polsce. Te 30 lat to czas ogromnych przemian społecznych i gospodarczych. Powstanie samorządu stało się motywatorem do zmian lokalnych społeczności, do innego spojrzenia na własne otoczenie, a przede wszystkim dało możliwość współdecydowania o przestrzeni, w której żyjemy. I rzeczywiście, przez te 30 lat nie wdrożono kolejnych reform przyczyniających się do zmian ustroju jst i dających większą niezależność samorządom. Moim zdaniem, podobnie jak burmistrzów, w bezpośrednich wyborach powinniśmy wybierać również starostów i marszałków. Trudno właściwie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego mieszkańcy wybierają włodarzy gmin, ale starostów już nie. Więcej bezpośrednich wyborów to dla przysłowiowego Kowalskiego większe poczucie odpowiedzialności i współdecydowania. A ludzie chcą decydować, chcą angażować się i brać czynny udział w budowaniu samorządu i własnej małej Ojczyzny.

Bardzo ważnym aspektem, który powinien zostać zmieniony, jest ukształtowanie relacji finansowych na linii rząd – samorząd. Często pojawiają się sytuacje, kiedy samorządom narzuca się realizację zadań, na które muszą wyasygnować własne środki finansowe. Dekretacja kolejnych zadań winna łączyć się z zapewnionym źródłem finansowania, by nie rezygnować z zaplanowanych inwestycji na rzecz wprowadzanych zmian. Przykładem niech będzie subwencja oświatowa. Przekazywane przez rząd środki finansowe wystarczają na pensje nauczycieli i administrowanie szkołami w podstawowym zakresie. Brakuje na remonty, które w takich placówkach powinny być regularne, brakuje na nowe systemy informatyczne (np. elektronicznych dziennik, który gmina Śrem finansuje ze środków własnych) czy nowoczesne wyposażenie. Wprowadzone rozporządzeniem ministra podwyżki wynagrodzenia dla kadry nauczycielskiej to dodatkowe obciążenie finansowe dla gminy. Za ogłoszeniem decyzji o podwyżkach nie poszły od razu pieniądze dla samorządów. Wiele gmin znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. Inny przykład to zwolnienia z podatku ludzi młodych, które obowiązują od niedawna, również przekładają się na niższe dochody dla gmin, a przez to na ograniczenie budżetu inwestycyjnego. Gmina nie otrzyma żadnej rekompensaty. Takie decyzje powinny być konsultowane i proponowane z wyprzedzeniem. Te przykłady potwierdzają moją tezę, że uporządkowanie relacji finansowych na linii rząd – samorząd jest bardzo ważne.

W Polsce na przestrzeni ostatniego 30-lecia powstało mnóstwo ponadgminnych związków komunalnych, stowarzyszeń samorządów w wymiarze powiatowym regionalnym, „branżowym” (miast, powiatów, gmin wiejskich, metropolitalnych, związków mających na celu wspólne rozwiązywanie dominującego na jakimś obszarze problemu itp). Sam jest Pan wiceprzewodniczącym Zarządu Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski i działa w innych ponadlokalnych organizacjach grupujących samorządy. O czym to może świadczyć? Jakie refleksje Pan wysnuwa z tych faktów? Czy dominuje w Panu przekonanie, że to oznaka pewnej bezsilności wobec wciąż poszerzanej omnipotencji państwa, czy przeciwnie – rosnącej zdolności do samoorganizowania się społeczeństwa (społeczności lokalnych) dla obrony demokracji i samorządności?

Gmina Śrem jest członkiem wielu organizacji samorządowych. Zawsze powtarzam, że duży może więcej, a współdziałanie z innymi pozwala realizować rzeczy, których samotnie na pewno byśmy nie osiągnęli. Śrem należy do wielu organizacji, w tym do Stowarzyszenia Metropolia Poznań. Dzięki temu, że Metropolia jest dysponentem środków Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, jako gmina korzystamy z dofinansowania inwestycji. Niezwykle ważne wsparcie otrzymaliśmy w zakresie odbudowy linii kolejowej Śrem – Czempiń. Jako mała gmina na pewno nie bylibyśmy w stanie przystąpić do tego projektu. Obecnie przy ogromnym zaangażowaniu Metropolii Poznań oraz Urzędu Marszałkowskiego szanse na modernizację tej trasy są naprawdę realne. Wniosek właśnie uzyskał pozytywną ocenę weryfikacji formalnej w programie Kolej+ i przeszedł do drugiego etapu. Aktualnie wszystko wskazuje na to, że za kilka lat pojedziemy koleją do Poznania. Członkostwo Śremu w Związku Miast Polskich czy Stowarzyszeniu Gmin i Powiatów Wielkopolskich pozwala z kolei na zjednoczenie się z innymi samorządami i wyrażenie wspólnego głosu wobec działań podejmowanych w skali kraju. Obecnie bardzo często samorządy kierują swoje stanowiska w różnych kwestiach do rządu. Jeden głos małej gminy nie miałby znaczenia. Jeden głos wielu gmin jest już istotny i nie można go pominąć. Myślę, że grupowanie się samorządów w organizacjach to jednak mimo wszystko zdolność społeczności lokalnych do dążenia do wspólnego celu, do samoorganizowania się, do współpracy w wielu trudnych tematach. Nie jest to oczywiście łatwe – czasem trzeba zrezygnować z indywidualnych potrzeb na rzecz większych, zgodnie z zasadami demokracji, ale przynajmniej tutaj ta demokracja funkcjonuje.

Stany nadzwyczajne są przeważnie niepowtarzalną okazją dla wzmacniania i centralizacji struktur władzy państwowej. I bez epidemii te tendencje i zakusy były w Polsce silne i konsekwentnie realizowane. Jakie rozwiązania rangi ustrojowej dostrzega Pan, by obronić jeden z podstawowych filarów demokracji w Polsce, czyli samorządność?

Aktualnie nie mamy stanu nadzwyczajnego, chociaż oprócz ogłoszenia tego faktu, panująca sytuacja i wprowadzane przez rząd zasady na to wskazują. W pandemii strachu, w której obecnie żyjemy, a według mediów – w Polsce ten strach jest na wyższym poziomie niż w innych krajach Europy – władze państwowe mogą zrobić wszystko. Niektóre wprowadzane restrykcje są dla mnie niezrozumiałe. Wydaje mi się, że przy wprowadzaniu pewnych ograniczeń warto odseparować obszary mocno zagęszczone i mniej zagęszczone. Dlatego tutaj powinna nastąpić delegacja zadań i decyzyjność na poziomie samorządów. Przykład? Restauracja w Warszawie a restauracja w Śremie – ogromna różnica. Przy egzekwowaniu określonej liczby osób na danej powierzchni jesteśmy w stanie kontrolować śremskie lokale. Ograniczenia działalności wprowadzono w skali całego kraju. Czy konieczny jest aż taki rygor?

Podstawowym elementem obrony samorządności jest decentralizacja: decentralizowanie decyzji, pieniądze wydawane blisko ludzi. Ogromne znaczenie ma też – jak już mówiłem – powszechność bezpośrednich wyborów na wszystkich szczeblach samorządności;

Ponad 10 lat temu obecny senator Zygmunt Frankiewicz, ówczesny prezydent Gliwic, a obecnie także Prezes Związku Miast Polskich lansował pomysł zastąpienia Senatu Izbą Samorządową. Z czasem zaczęły się rodzić idee utworzenia Izby Samorządowo-Gospodarczej. Jak Pan i wielkopolskie środowisko samorządowe oraz biznesowe, gdzie tradycja współpracy polskiego żywiołu na niwie gospodarczej i społecznej są głęboko zakorzenione, odnosicie się do tego typu rozwiązań? Czy mają one szanse na przeforsowanie? A jeśli tak, to jakie warunki muszą być spełnione, by tak się stało?

Jestem za wprowadzeniem Izby Samorządowej, która mogłaby identyfikować potrzeby mieszkańców, a wprowadzane ustawy byłyby bliżej człowieka, zapewniałyby bezpieczeństwo i możliwość rozwoju. Korelacja samorząd – przedsiębiorczość jest niezwykle ważna przy planowaniu zadań w jednostkach samorządowych. Bez dobrze funkcjonujących przedsiębiorstw nie ma szans na wysoki poziom rozwoju miast i gmin. Przedsiębiorstwa są nie tylko źródłem dochodów dla gmin z powodu ponoszonych podatków, ale zapewniają miejsca pracy mieszkańcom, motywują do podejmowania wielu inwestycji, co z kolei niejednokrotnie wpływa na wzrost demografii. Przy Marszałku Województwa Wielkopolskiego funkcjonuje Rada Trzydziestu, której jestem członkiem, a która wspiera biznes naszego regionu. Rada koordynuje współpracę samorządu i biznesu. Takie idee należy rozpowszechniać i powielać.

Upolitycznienie oraz coraz głębsze zakorzenianie się kryteriów światopoglądowych we wszelkich strukturach władzy i jej instytucji jest zjawiskiem dostrzegalnym gołym okiem. Pan często powtarza, że należy do jednej tylko partii, która nazywa się Śrem. Jak należy rozumieć tę deklarację i jakie jest jej przesłanie?

Deklarację wciąż podtrzymuję. Wyjaśnię, co mam na myśli, wypowiadając taką tezę. Jako burmistrz Śremu zarządzam miastem i gminą. Obrałem kierunek rozwoju, który przedstawiałem przed wyborami i który staram się realizować. W codziennym wykonywaniu zadań pojawia się wiele przeszkód i trudności. Często potrzebne jest porozumienie z innymi jednostkami, instytucjami i gminami. Zdarza się, że osoby prowadzące różne tematy mają inne sympatie polityczne czy cele niż ja, niemniej jeżeli chodzi o Śrem potrafimy się zjednoczyć i działać wspólnie na rzecz miasta i gminy.

Chaos informacyjny, niepewność i lęk przed jutrem odsuwają z pola widzenia kwestie ogólniejszej natury, ale mające bezpośredni wpływ na możliwości działania na szczeblu lokalnym. Budżet Unii Europejskiej na lata 2021-2027 wciąż jeszcze nie jest uchwalony. Do tego dochodzi kwestia powiązania przestrzegania praworządności w Polsce z kwotami wsparcia, a są to dziesiątki miliardów euro, które możemy wszyscy w związku z tym stracić. Czy wyobraża Pan sobie sytuację, w której Śrem byłby zupełnie pozbawiony możliwości aplikowania po unijne dofinansowanie swoich projektów rozwojowych – inwestycyjnych, cywilizacyjnych (smart city), współpracy z miastami partnerskimi i instytucjami w Unii Europejskiej? Sytuacji bycia „poza Unią”?

Zapowiedziane weto rządu wobec budżetu Unii Europejskiej to uniemożliwienie dostępu społeczeństwa do dofinansowania unijnego. Beneficjentami tych środków są polscy przedsiębiorcy, samorządy, stowarzyszenia, rolnicy. W następstwie ze środków unijnych każdego dnia korzystają mieszkańcy całego kraju, w tym mieszkańcy gminy Śrem. Wiele inwestycji w gminie powstało przy dofinansowaniu unijnym w wysokości 85%! Prawda jest taka, że do wielu tych zadań byśmy – jako gmina – po prostu nie przystąpili z powodu braku wystarczających środków. Jako bieżący przykład mogę podać budowę kładki nad kanałem Ulgi, której wykonania bez takiego wsparcia z pewnością byśmy się nie podjęli.

Perspektywa zawetowania budżetu i ograniczenia w dostępie do środków finansowych dotknie nasze społeczeństwo w znaczącym stopniu. W tym trudnym okresie pandemii i niemożliwej do przewidzenia prognozie rozwoju gospodarki zamknięcie dopływu środków unijnych jest dla mnie niezrozumiałe. Brak takiego wsparcia zatrzyma rozwój samorządów, które nie będą w stanie sprostać oczekiwaniom społeczności lokalnych, zatrzyma zrównoważony rozwój miast i gmin.

Weto wobec budżetu Unii Europejskiej zdumiewa tym bardziej, że spory toczą się o słowo „praworządność”. Do czego zmierza rząd, jeżeli pojęcie praworządności nie jest akceptowane? To już pozostawię ze znakiem zapytania…

Pandemia nie będzie trwać wiecznie. Straty będą jednak ogromne, ale i skala zmian w naszym życiu także. Na co trzeba być przygotowanym nie tylko w kontekście zarządzania miastem, ale i w jakich kierunkach uruchomić zdolności kreatywne oraz jakie środki na to przeznaczyć, by nie wypaść z kształtujących się właśnie zupełnie nowych kolein, którymi podąży świat?

Postawił Pan dość trudne pytanie. Tak naprawdę to dopiero uczymy się żyć z pandemią w naszej codzienności. Po wiosennym szoku, po trudnościach w stawianiu jakichkolwiek prognoz gospodarczych i działaniu w obliczu wielkiej niewiadomej, dopiero teraz możemy zastanawiać się nad strategią na następne lata. Na pewno jako gmina nie zrezygnujemy z inwestowania w infrastrukturę. Nie tylko po to, by gmina stawała się coraz ładniejsza czy ludziom było wygodniej, ale przede wszystkim w celu napędzania gospodarki. Inwestycje gminne mają wprost proporcjonalne przełożenie na pracę dla mieszkańców – zarówno u bezpośrednich wykonawców usług, jak i dostawców towaru czy w firmach transportowych. Konieczność przystosowania się do nowej rzeczywistości najbardziej chyba jednak widać w oświacie, kiedy wszyscy zostali postawieni przed koniecznością nauki zdalnej. Wyposażenie w sprzęt, nowe umiejętności – to był wymóg tych czasów. Mam nadzieję, że udało nam się jakoś temu sprostać. Oby uczniom i nauczycielom wystarczyło motywacji do nauki w przysłowiowych czterech ścianach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.