Rzecz o słowach, czyli symetria przekazu adekwatna do obrazu

Rzecz o słowach, czyli symetria przekazu adekwatna do obrazu

Otóż na kanwie myśli profesora Jana Miodka można wnioskować ,że współczesne słownictwo wymaga od nas czytania i formułowania pewnych skrótów, znaków, jakimi posługują się nowe pokolenia, co nie oznacza, że tego typu minimalizm komunikacyjny ma być związany z niechlujstwem, czy wręcz patologizacją językową. Mam na myśli hiperbolizację, ekshibicjonizm językowy towarzyszący wulgaryzacji. Poruszanie tego tematu, jak sądzi Jerzy Bralczyk, to wyśmiewanie kalectwa, i niedorozwoju. Niesprawność językowa, to bowiem kalectwo.

Niski poziom czytelnictwa w ostatnich pokoleniach, stawianie na utylitaryzm kosztem humanizmu, literatury, sztuki, etyki języka, stawia społeczeństwo w opozycji do umiejętności swobodnego myślenia i artykulacji, a tkwienie w kontekście często prowincjonalnej codzienności, staje się rodzajem ukrytej tresury w ramach wzorów i naleciałości środowiskowych. Wzory społeczne, socjalizacja, czy nakręcanie wzajemnej spirali emocji i adekwatności środowiskowej, to egzogenne czynniki szerzącej się masowo pauperyzacji języka.

W Polsce wraz ze skokiem cywilizacyjnym w pierwszym rzędzie potrzebny jest skok kulturowy, albowiem:

„Żyjemy dłużej ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami” – Wisława Szymborska, Tutaj”.

Nie pamiętam, bodajże Antonio Negri powiedział, że jedność wiąże się z językiem, język z wielością, a wielość ze wspólnością, zatem wielość nie jest przeciwieństwem jedności, a jednością (język polski jako znak czasu, idei, przekonań).

Analizując współczesne tendencje językowe warto podkreślić , że akceptacja, przyzwolenie, a nawet afirmacja systemu antywartości, wspomaga transgresję mechanicznej komunikacji, szafującej zaraźliwym potokiem wulgaryzmów . Ważniejszy jest wizerunek, zewnętrzne bycie zapewniające popularność w grupie. Chcemy byś postrzegani, a więc niepowściągliwi, epatujący potokiem przekleństw w zastępstwie znaków przestankowych. Przeklinanie, jako wzmacnianie może sprawiać, że człowiek czuje się pewniej, chociaż nie jest zazwyczaj stosowne, a wręcz razi w innych środowiskach (nie chcę tu mówić o hierarchizacji, chociaż ona istnieje), gdyż dobór słów jest uproszczony, sprowadzony do emocji skodyfikowanej w systemie przekleństw.

Sam proces przyzwyczajania się do antywartości przez pozorną akceptację środowiskową, jest zaznaczeniem swojej obecności, przez przejęcie pewnego typu rozmów, będącego bliżej modzie(tak zaraźliwy jest język korporacyjny, stanowiący narzędzie wpływu). Ludzie przestają korzystać z namysłu nad funkcją intelektualnie komunikacyjną. Sztuka rozmowy, jak mówią znawcy, to wyszukany, staranny przekaz z odpowiednim doborem słów.

Na koniec, pro domosua – wyrażam ubolewanie nad tym, że nagminne używanie wulgaryzmów, to nic innego, jak wypełnianie luki leksykalno-semantycznej. Profesor Bralczyk twierdzi, że język się nie psuje, psuje się mowa, a jej staranność, sztuka rozmawiania, to sprawdzian umiejętności, które są potwierdzeniem statusu. Jeżeli wszyscy przeklinają, ja nie muszę, a mogę spuścić na to zasłonę milczenia. „Kultura słowa, etyka słowa – to pojęcia które należy wprowadzić jako obowiązkowe nauczanie w szkole , na każdej lekcji, nawet wf-u” – uważa profesor Jan Miodek.

P.S. Partia rządząca świetnie się przygotowała się do tych wyborów – bez względu na ich wynik – pod kierunkiem socjologów, Badania ankietowe na próbie 90% katolików zindoktrynowanych homofobicznie, mówią nam o dobrze przygotowanym gruncie społecznym, szczególnie małych miasteczek i wsi, Są to rzesze katolików zmanipulowanych przez ambony nacjonalistycznego kleru, dla którego istnieją dwa światy: czarny i biały. Z tym, że oni (biali) są w efekcie czarni, a ci czarni na drugim biegunie, jaśnieją bielą. Szowinizm, nacjonalizm, eskalują przykrywając prywatę kleru i wszelką patologię seksualną, ukrytą pod sutanną. To nie jest per se nowy problem, chociaż stał się na poziomie publicystycznym pełnoprawną kategorią opisu – wraz z towarzyszącą nierównością, kryzysem, spekulacją, czy układowością hierarchicznego kościoła i kościelnego państwa.

Równość człowieka wobec praw to tylko pojęcie, nie mające pokrycia w rzeczywistości społeczno-politycznej. „Ludzie nic nie rozumiejący, ale mający prawo głosu, są w każdym społeczeństwie wielką armią” – twierdzi Waldemar Łysiak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.